Drugiego takiego miejsca jak Black Bird Academy ze świecą szukać. To właśnie tu, na jednej z nowojorskich wysp, kształci się egzorcystów, których głównym zadaniem jest ściganie i unicestwianie istot z mroku.
Kiedy Leaf Young odzyskuje przytomność w lochach Akademii, nie wierzy własnym uszom: długowłosy typ o imieniu Falco oznajmia jej, że jej ciałem zawładnął demon, i to tuż po tym, jak wbił jej nóż w samo serce!
Falco, jeden z najbardziej skutecznych i bezwzględnych tropicieli demonów, jest zafascynowany Leaf. Dotychczas żadnemu człowiekowi opętanemu przez demona, nie udało się zachować kontroli nad własnym ciałem bez utraty rozumu. I dlatego Akademia składa dziewczynie propozycję: odzyska wolność, ale tylko jeśli zgodzi się przejść szkolenie na egzorcystkę.
Falco ma być jej partnerem i przewodnikiem. Przebiegły demon w głowie dziewczyny nie daje jednak za wygraną i Leaf nie zawsze wie, kogo słuchać.
Rozpoczyna się mordercza gra.
RECENZJA
Co byście zrobili, gdybyście obudzili się w ponurym lochu, a obcy typ powiedział wam, że w waszym ciele zamieszkał demon? Raczej nikt nie byłby z tego powodu zadowolony, a właśnie to spotkało Leaf Young.
Gdy po bolesnym rozstaniu Leaf w końcu zdecydowała się wyjść ze współlokatorkami na popijawę, nic nie idzie tak, jakby tego chciała. Kiedy znalazła partnera na przygodę na jedną noc, okazuje się, że ten próbuje ją zabić, a co więcej nie jest to zwykły mężczyzna, a pradawny demon.
Gdy po nie do końca udanym przejęciu ciała, Leaf trafia do tajemniczej Akademii, w której szkolą się przyszli egzorcyści. Tam dostaje propozycję nie do odrzucenia: zostanie uwolniona, ale tylko jeśli przejdzie szkolenie. Jej opiekunem zostaje Falco, który nie jest z tego powodu zadowolony.
Nie wiem, od czego zacząć tę recenzję, ponieważ jestem zakochana w „Zabij mrok”. Już od jakiegoś czasu nie czytałam tak nieodkładanej książki. Jestem przekonana, że ta historia znajdzie się na końcu roku w moim top 3.
Nie wiem co, podobało mi się bardziej, czy świetna, wciągająca, a przy tym zabawna fabuła, czy może relacja między bohaterami.
Nie pamiętam już, kiedy tak polubiłam złego bohatera (chociaż, czy Lore do końca był takim złym demonem, mogłabym polemizować). Uwielbiam jego utarczki słowne z Leaf. Zresztą w całej książce dialogi są na najwyższym poziomie. Nie tylko Leaf z Lore, ale też i z innymi bohaterami.
Fabuła wciągnęła mnie od samego początku. Jest dość krwawa, jest sporo walki, intryg, tajemnic i zdrady. Fani romansu również znajdą coś dla siebie, chociaż jest to zaledwie zalążek czegoś, co w późniejszym czasie może rozwinąć się w coś więcej. Nie ma dużo pocałunków, a scena zbliżenia jest raptem jedna.
W książce nie ma raczej wielu plot twistów, chociaż śmierć jednego bohatera była dość niespodziewana. W jednej chwili był, pomyślałam, że jest to ktoś, kogo można polubić, a za chwilę już go nie było. Samo zakończenie również trochę mnie zaskoczyło, ale również rozśmieszyło.
Jeśli miałabym przyrównać klimatem „Zabij mrok” do jakiś innych znanych książek, to byłby to seria Cassandry Clare, „Czwarte skrzydło” lub „Okno skąpane w mroku”, więc jeśli komuś podobały się te książki, to koniecznie musi sięgnąć po twórczość Tack.
Na koniec warto wspomnieć o dodatku na końcu książki, jakim jest wyciąg z podręcznika z rozpiską demonów i klasami egzorcystów.
Jako podsumowanie napiszę tylko, że koniecznie musicie sięgnąć po tę książkę. Gwarantuję, że każdy będzie z niej zadowolony.